- (33 stron)
-
- 1
- 2
- 3
- →
- Ostatnia »
Dlaczego mój chłopak nie chce ślubu? Dlaczego mój chłopak nie chce ślubu?
Napisano 14 październik 2008 - 21:32 #1
Mam ogromny problem. Jesteśmy parą z moim chłopakiem ponad 2,5 roku. Ja mam 25 lat, a mój chłopak jest ode mnie rok młodszy. Układa nam się dobrze, owszem bywają też te gorsze dni, ale zawsze szybko się godzimy i wszystko jest naprawdę OK. Mój problem polega na tym, że mój chłopak nie chce się żenić. Jest to dla mnie ogromny problem, bo ja z roku na rok nie robię się młodsza, a coraz starsza (nie wspomnę też, że wg mnie już jest czas na dzidziusia). Zawsze jak zaczynam temat ślubu, to każda rozmowa prowadzi do kłótni. Mój chłopak cały czas mnie zbywa i na okrągło mówi mi, że ożenimy się za 2 lata, a ja cały czas w to wierzę, tylko ile to można czekać i się denerwować? Nie wiem czemu On nie chce, bo warunki naprawdę mamy - oboje mamy stałą pracę i po ślubie mielibyśmy gdzie mieszkać. Bardzo Cię proszę Agato o pomoc, bo ja już dłużej tak nie mogę i nie chcę się całe życie łudzić. Pozdrawiam - Zrozpaczona.
Napisano 14 październik 2008 - 22:57 #2
Użytkownik Zrozpaczona dnia 14.10.2008, 22:32 napisał
Mam ogromny problem. Jesteśmy parą z moim chłopakiem ponad 2,5 roku. Ja mam 25 lat, a mój chłopak jest ode mnie rok młodszy. Układa nam się dobrze, owszem bywają też te gorsze dni, ale zawsze szybko się godzimy i wszystko jest naprawdę OK. Mój problem polega na tym, że mój chłopak nie chce się żenić. Jest to dla mnie ogromny problem, bo ja z roku na rok nie robię się młodsza, a coraz starsza (nie wspomnę też, że wg mnie już jest czas na dzidziusia). Zawsze jak zaczynam temat ślubu, to każda rozmowa prowadzi do kłótni. Mój chłopak cały czas mnie zbywa i na okrągło mówi mi, że ożenimy się za 2 lata, a ja cały czas w to wierzę, tylko ile to można czekać i się denerwować? Nie wiem czemu On nie chce, bo warunki naprawdę mamy - oboje mamy stałą pracę i po ślubie mielibyśmy gdzie mieszkać. Bardzo Cię proszę Agato o pomoc, bo ja już dłużej tak nie mogę i nie chcę się całe życie łudzić. Pozdrawiam - Zrozpaczona.
A po co mu sie żenic, jak ma wszystko i jest wolny. A nie bylo poczekać z seksem do slubu. HA HA .A po slubie same obowiązki. A jaki mieliście uklad chyba żaden zachcialo sie przyjemnosci wiwęc masz aslubu on nie chce więc po co tu piszesz sama sobie odpowiedzials, Warunki nie wystracza sie byc razem zna dobre i złe, musi byc uczucie, milośc/nie mylic z seksizmem/, on Cie nie chce za żonę i ma do tego prawo, po co sie tak go uczepiłaś, trzeba miec swoj honor dziewczyno.
Napisano 20 październik 2008 - 19:54 #3
Użytkownik Zrozpaczona dnia 14.10.2008, 22:32 napisał
Mam ogromny problem. Jesteśmy parą z moim chłopakiem ponad 2,5 roku. Ja mam 25 lat, a mój chłopak jest ode mnie rok młodszy. Układa nam się dobrze, owszem bywają też te gorsze dni, ale zawsze szybko się godzimy i wszystko jest naprawdę OK. Mój problem polega na tym, że mój chłopak nie chce się żenić. Jest to dla mnie ogromny problem, bo ja z roku na rok nie robię się młodsza, a coraz starsza (nie wspomnę też, że wg mnie już jest czas na dzidziusia). Zawsze jak zaczynam temat ślubu, to każda rozmowa prowadzi do kłótni. Mój chłopak cały czas mnie zbywa i na okrągło mówi mi, że ożenimy się za 2 lata, a ja cały czas w to wierzę, tylko ile to można czekać i się denerwować? Nie wiem czemu On nie chce, bo warunki naprawdę mamy - oboje mamy stałą pracę i po ślubie mielibyśmy gdzie mieszkać. Bardzo Cię proszę Agato o pomoc, bo ja już dłużej tak nie mogę i nie chcę się całe życie łudzić. Pozdrawiam - Zrozpaczona.
Witam:)
A moim zdaniem nie powinnaś nalegać...Widzisz to jest różnie ...może on po prostu nie jest na to gotowy? Rozmowy kończą się kłótnia..więc może pogadajcie ostatni raz i powiedz mu że nie będziesz już do tego wracać tylko niech dokładnie poda Ci powód dlaczego nie chce .i na spokojnie wytłumacz mu swoje obawy.Poza tym masz dopiero 25 lat:) Niedawno byłam na weselu kuzynki która ślub wzieła w wieku 28 lat. Moim zdaniem do 30 roku życia tz 27-28 lat jest odpowieni,Z dzidziusiem nie wiem też czemu chcesz się spieszyć....Ja rozumiem że byś juz chciała ale musisz liczyć się tez z jego uczuciami. Ja mam 21 lat i też mam młodszego chłopaka...Sporo koleżanek ma już dzieci i mężów...ale ja uważam że na to przyjdzie czas. Najpierw skończę studia bede miała lepszą prace on również zamieszkamy razem(bo mieszkać mozna bez ślubu przeciez;) )i ślub w wieku 27-28 lat..i około 30 dziestki dzidzia:)
Moim zdaniem nie powinnaś nalegać.....bo w końcu oświadczy Ci się i sama sie pogubisz czy on naprawde tego chciał czy było tylko to pod presją...Dlatego odbądz z nim poważna rozmowe...Po prostu zapytaj go w jakim wieku chce ślub. Mój mężczyzna się również z tym nie śpieszy i nie mam mu tego za złe chociaż razem jesteśmy 4 lata.
Napisano 16 grudzień 2008 - 22:14 #4
Mam zbliżony problem. Mam 26 lat, moj chlopak jest moim rówieśnikiem. Na pewnym etapie naszego zwiazku pojawił sie temat ślubu i nagle okazalo się, ku memu ogromnemu zaskoczeniu, że on tego nie chce, w każdym bądź razie jeszcze nie teraz. Rozmawialismy na ten temat dwukrotnie, bez większych awantur i w końcu z lekkim bólem serca uznałam, że nie mam prawa zmuszać tego chlopaka do takiej decyzji, bo i jaki by to mialo wtedy sens i jakie znaczenie dla mnie. Od ostatniej rozmowy minęło kilka miesięcy i doszłam do pewnej konkluzji, ja tak w rzeczywistości też nie jestem gotowa na ślub. Zastanowiłam się dobrze nad swoimi uczuciami, emocjami i potrzebami i okazalo się, że potrzebowalam zapewnienia, że on chce byc ze mną, mniejsza o to na jakich zasadach. Pomylily mi się nieco pojęcia: ślub a chęć bycia razem to nie zawsze to samo. Nie oznacza to oczywiście, że nie chcę ślubu w ogole, ale z pewnością nie chcę go brać, bo tak wypada, bo rodzina na to czeka lub sąsiedzi cię obgadują.
Nie wiem jak dalej będzie rozwijał się moj związek (jak na razie wszystko uklada się świetnie
Napisano 16 grudzień 2008 - 23:03 #5
Użytkownik lena dnia 16.12.2008, 22:14 napisał
Mam zbliżony problem. Mam 26 lat, moj chlopak jest moim rówieśnikiem. Na pewnym etapie naszego zwiazku pojawił sie temat ślubu i nagle okazalo się, ku memu ogromnemu zaskoczeniu, że on tego nie chce, w każdym bądź razie jeszcze nie teraz. Rozmawialismy na ten temat dwukrotnie, bez większych awantur i w końcu z lekkim bólem serca uznałam, że nie mam prawa zmuszać tego chlopaka do takiej decyzji, bo i jaki by to mialo wtedy sens i jakie znaczenie dla mnie. Od ostatniej rozmowy minęło kilka miesięcy i doszłam do pewnej konkluzji, ja tak w rzeczywistości też nie jestem gotowa na ślub. Zastanowiłam się dobrze nad swoimi uczuciami, emocjami i potrzebami i okazalo się, że potrzebowalam zapewnienia, że on chce byc ze mną, mniejsza o to na jakich zasadach. Pomylily mi się nieco pojęcia: ślub a chęć bycia razem to nie zawsze to samo. Nie oznacza to oczywiście, że nie chcę ślubu w ogole, ale z pewnością nie chcę go brać, bo tak wypada, bo rodzina na to czeka lub sąsiedzi cię obgadują.
Nie wiem jak dalej będzie rozwijał się moj związek (jak na razie wszystko uklada się świetnie
a co masz innego napisać jak on cie nie chce za żonę tylko dobrze mu jest ze ma sie z kim seksic czy tego nie rozumiesz/
Napisano 07 styczeń 2009 - 20:55 #6
Jaka różnica czy ożenicie się teraz czy za 3 lata skoro i tak się kochacie? Żadna.
Więc może on tak naprawdę Cię nie kocha i wcale nie chce spędzić z Tobą reszty swojego życia??
Chcecie poznać moją historię? Oto ona...
Miałam 25 lat kiedy po 2,5 roku udanego związku wspomniałam o zaręczynach.
Nie chciałam być już zwykłą dziewczyną a narzeczoną.
Chciałam mieć podstawy by planować naszą wspólną przyszłość.
Powiedział że jak tylko zamieszkamy i troche pomieszkamy to się zaręczymy.
Mówił że mnie kocha...
Po poł roku przeprowadziłam się do niego. Dla dogodnej dla niego lokalizacji.
Ja codziennie dojeżdżałam 2 godziny do pracy... ale czego się nie robi dla miłości.
Przychodziłam do domu o 19. Po drodze robiłam zakupy żeby lodówka zawsze była pełna.
Po powrocie wynosiłam śmieci bo moje Kochanie już leżalo rozłożone przed telewizorem.
Zmywałam naczynia żeby zrobić pyszną kolację. A po kolacji też zmywałam naczynia żeby było czysto.
W łóżku tylko on był najważniejszy.
Wtulałam się w niego i mówiłam że kocham...
Nie odpowiadał.
Pytałam czy mnie kochasz? On na to: Czasami
Po 10 miesiącach bycia idealna dziewczyną znów zaczęłam wspominać o zaręczynach.
Powiedział że najpierw musi zmienić pracę i wtedy na pewno się zaręczymy.
Zaczęłam szukać mieszkania... powiedziałam dlaczego i jak może mnie zatrzymać.
Nie zatrzymał. Po 4,5 roku bycia razem zostawiłam go.
Dzwonił, pisał smsy, przyjeżdzał do mnie, mówił nawet że kocha.
Ale wciąż nie potrafił (nie chciał?) sprawić żebyśmy zaczeli być tak naprawdę razem.
Dopiero kiedy urwałam z nim kontakt chciał kupić pierścionek.
Ale czy którakolwiek z was przyjęłaby tak wymuszony dowód miłości?
Przyznaję racje niektórym z was - kiedy facet ma wszystko - nie docenia tego.
Ja już nigdy nie zamieszkam z chłopakiem nie mając pierścionka na ręku a każdy z nich będzie mial pół roku na zatrzymanie mnie.
Mam prawie 28 lat i bardzo żałuję straconego czasu.
Dużo mnie to nauczyło ale mam nadzieje że wy nauczycie się tylko na moich błędach.
Napisano 07 styczeń 2009 - 22:06 #7
Użytkownik Ashanti dnia 7.01.2009, 20:55 napisał
Jaka różnica czy ożenicie się teraz czy za 3 lata skoro i tak się kochacie? Żadna.
Więc może on tak naprawdę Cię nie kocha i wcale nie chce spędzić z Tobą reszty swojego życia??
Chcecie poznać moją historię? Oto ona...
Miałam 25 lat kiedy po 2,5 roku udanego związku wspomniałam o zaręczynach.
Nie chciałam być już zwykłą dziewczyną a narzeczoną.
Chciałam mieć podstawy by planować naszą wspólną przyszłość.
Powiedział że jak tylko zamieszkamy i troche pomieszkamy to się zaręczymy.
Mówił że mnie kocha...
Po poł roku przeprowadziłam się do niego. Dla dogodnej dla niego lokalizacji.
Ja codziennie dojeżdżałam 2 godziny do pracy... ale czego się nie robi dla miłości.
Przychodziłam do domu o 19. Po drodze robiłam zakupy żeby lodówka zawsze była pełna.
Po powrocie wynosiłam śmieci bo moje Kochanie już leżalo rozłożone przed telewizorem.
Zmywałam naczynia żeby zrobić pyszną kolację. A po kolacji też zmywałam naczynia żeby było czysto.
W łóżku tylko on był najważniejszy.
Wtulałam się w niego i mówiłam że kocham...
Nie odpowiadał.
Pytałam czy mnie kochasz? On na to: Czasami
Po 10 miesiącach bycia idealna dziewczyną znów zaczęłam wspominać o zaręczynach.
Powiedział że najpierw musi zmienić pracę i wtedy na pewno się zaręczymy.
Zaczęłam szukać mieszkania... powiedziałam dlaczego i jak może mnie zatrzymać.
Nie zatrzymał. Po 4,5 roku bycia razem zostawiłam go.
Dzwonił, pisał smsy, przyjeżdzał do mnie, mówił nawet że kocha.
Ale wciąż nie potrafił (nie chciał?) sprawić żebyśmy zaczeli być tak naprawdę razem.
Dopiero kiedy urwałam z nim kontakt chciał kupić pierścionek.
Ale czy którakolwiek z was przyjęłaby tak wymuszony dowód miłości?
Przyznaję racje niektórym z was - kiedy facet ma wszystko - nie docenia tego.
Ja już nigdy nie zamieszkam z chłopakiem nie mając pierścionka na ręku a każdy z nich będzie mial pół roku na zatrzymanie mnie.
Mam prawie 28 lat i bardzo żałuję straconego czasu.
Dużo mnie to nauczyło ale mam nadzieje że wy nauczycie się tylko na moich błędach.
Widzisz ty zrzumiałaś ze nie warto byc taka zadobrą .Od faceta trzeba wymagać. Niech tak samo w domku pracuje czyli wspolnie gotujemy, sprztamy robimy zakupy. Czytając ten list myślalm ze to pisze moja córka dokladnie taka miała historie życia tylko u niej nadal jest to samo , czyli ktos inny wyleguje sie nażre, odpocznie a ona nie rozumie ze to nie tak powinno byc w zyciu moze rozumie ale ma nastepnego leniucha. Może przeczyta to i zrozumie ze czas dac mu kopa w du. p ę.
Napisano 08 styczeń 2009 - 10:22 #8
Użytkownik Gość dnia 7.01.2009, 22:06 napisał
Widzę że niektórzy potrafią myśleć.
Napisano 22 styczeń 2009 - 13:22 #9
Ja jestem ze swoim chłopakiem juz 4,5 roku. Mam 23 lata, on ma 27.
Nie rozumiem jednak jego podejścia ... On ciągle mówi, że chce ślub w 2010 roku, że od razu chce dzieci, ale oświadczyć się nie chce. Dlaczego ? Czy ktoś potrafi mi to rozjaśnić ? Bo ja nic z tego nie rozumiem.
Rozmawiamy o tym często, ale on mówi że zaręczyny będą w swoim czasie.
Tylko po jaką cholerę on chce teraz rezerwować sale skoro nie jesteśmy zaręczeni ?
Nie potrafię zrozumieć o co chodzi facetowi, który chce brac ślub ale nie chce się oświadczyć...
Napisano 23 styczeń 2009 - 13:36 #10
Użytkownik Gość dnia 22.01.2009, 13:22 napisał
Ja jestem ze swoim chłopakiem juz 4,5 roku. Mam 23 lata, on ma 27.
Nie rozumiem jednak jego podejścia ... On ciągle mówi, że chce ślub w 2010 roku, że od razu chce dzieci, ale oświadczyć się nie chce. Dlaczego ? Czy ktoś potrafi mi to rozjaśnić ? Bo ja nic z tego nie rozumiem.
Rozmawiamy o tym często, ale on mówi że zaręczyny będą w swoim czasie.
Tylko po jaką cholerę on chce teraz rezerwować sale skoro nie jesteśmy zaręczeni ?
Nie potrafię zrozumieć o co chodzi facetowi, który chce brac ślub ale nie chce się oświadczyć...
Bo może nie wie jak.Albo szykuje jakąś niespodziewankę
Napisano 23 styczeń 2009 - 23:05 #11
Napisano 24 styczeń 2009 - 13:57 #12
Użytkownik paulina dnia 23.01.2009, 23:05 napisał
Posłuchaj 2 lata to dużo i mało zależy od punktu widzenia.Ty masz 25 lat i dojrzałaś do tego aby wziąść ślub ułożyć sobie życie.
On niekoniecznie chyba wydoroślał(albo nie wyszumiał się jeszcze).Rób jak chczesz ale moim zdaniem nie zastanawiaj się długo-albo w prawo albo w lewo,czekać możesz nie wiadomo dokąd na niego i w końcu może się okazać że zostaniesz starą panna .
Spytaj się jego tak na poważnie co zamierza zrobić w waszym związku . Jak nic tylko dalej tak ciągnąć to sama wiesz że nie warto-tylko nic na siłę.
Napisano 26 styczeń 2009 - 11:37 #13
Napisano 26 styczeń 2009 - 16:11 #14
Użytkownik nikita dnia 26.01.2009, 11:37 napisał
Czyli sama stwierdziłaś że nie warto może być z taką osobą.
Napisano 28 styczeń 2009 - 00:09 #15
witam.ja mam taki problem jestem z chlopakiem juz od 2 lat bardzo mi na nim zalezy,ja juz dojrzalam do slubu mam 24 lata niedlugo 25.Moj chlopak jest 2 lata mlodszy czy to moze byc przyczyna ze jest narazie za mlody do slubu czy moze nie jest mnie pewny?? musze miec pewnosc chcialabym sobie ukladac plany na przyszlosc a tak tkwie w martwym punkcie.kiedy sie jego zapytalam czy chcialby byc ze mna do konca to wydukal ze widzi mnie w swoej przyszlosci ale tak jak by go to smieszylo.sama nie wiem...
[/quote
Jakbym słyszała swojego faceta. On też twierdzi, że widzi wspólną przyszłość... tylko taką w bliżej nie określonej przyszłości. Próbowałam różnych metod, żeby to nieokreślone dookreśić. Rysowałam z nim linie czasu, na których prosiłam, żeby zaznaczył ważne punkty w życiu naszego związku. Wyszło mi, że przed jego 30-tką nie mam w zasadzie na co liczyć. Wcześniej chce zarobić... tylko jakąś znowu nieokreśloną kwotę....
Zastanawiam się co zrobić. Jeśli miałabym pewność, że na pewno to jakoś bym się z tym pogodziła. Ale ja takiej pewności nie mam. A co jeśli ta linia graniczna będzie się wraz z upływem czasu wydłużać w nieskończoność...
Ja też mam prawie 25 lat, mój chłopak prawie 27. Niby do jego 30-tki tylko trzy lata. Ale czekanie i randkowanie przez kolejne trzy lata średnio mi się uśmiechają. Gdybym chociaż miała pierścionek, to już byłoby coś. A tak, to nic go nie wiąże, a mi latka lecą. Czasami mam wrażenie, że po prostu czeka, czy mu się coś lepszego nie trafi. Póki co ma całkiem atrakcyjną dziewczynę i regularny seks. Ech...
O wspólnym mieszkaniu mowy nie ma, bo bym bardzo źle się psychiczne czuła z mieszkaniem "na kocią łapę". Tak jakoś mam. Po za tym, to raczej niczego w czekaniu by nie przyśpieszyło.
Myśle, że postawię na wzrost swojej wartości "matrymonialnej" i zajmę się sobą. Od jutra ćwiczenia
Pozdrawiam wszystkich
Napisano 29 styczeń 2009 - 17:26 #17
Napisano 29 styczeń 2009 - 21:06 #18
Przyznam się Wam, że po cichu liczę na mamę swojego faceta. W koncu chyba go kiedyś wyrzuci go z domu.
A tak na marginesie, to straszna niesprawiedliwość, że nam zależy a im nie. Kto to w ogóle tak w naturze wymiślił.
Napisano 29 styczeń 2009 - 21:21 #19
Ale tak jakoś zaczęłam zauważać pewną prawidłowość, jeśli chodzi o to, kto się żeni. Na ogół są to dosyć ładne koleżanki i ich średnio atrakcyjni faceci. Jakoś tak się układa.. choć przyznaję, że może tylko wśród moich znajomych. Jak facet jest niski, pulchniutki, dosyć nudny, średnio zarabia i jeszcze najlepiej ma początki łysinki... Takich widzę najczęściej przy ołtarzu. Ci przystojni, wysportowani, którzy robią karierę i są na prawdę zabawni jakoś się nie śpieszą.
Oczywiście, wyłączam facetów religijnych, bo tutaj to wszystko się rządzi innymi prawami.
Trzymajcie się ciepło!
Napisano 29 styczeń 2009 - 22:29 #20
Mnie się jakoś kompletnie nie udaje. Poruszyłam ostatnio temat i uzyskałam strasznie wymijające wypowiedzi. Kilka dni później usłyszałam parę historyjek o znajomych. Jeden został złapany na dziecko (jakby nie było wspólnej odpowiedzialności... ale to już mój dopisek). Drugiemu niedawno zagrożono, że albo ślub albo koniec... nie trzeba dodawać, że mój facet jest pewny, że wybierze koniec.
No i jak z tymi facetami rozmawiać, żeby się nie bali? Będę wdzięczna za jakieś podpowiedzi.
Żaba.
- (33 stron)
-
- 1
- 2
- 3
- →
- Ostatnia »

Rejestracja
Szukaj
Użytkownicy
Pomoc
Napisz nowy temat
Dodaj odpowiedź
Do góry
Raportuj
Odpowiedz

